wtorek, 13 września 2011

Disconnected Images/ Rozłączone obrazy












































Fotografia jako medium ulega licznym przeobrażeniom. Zmienia się sposób jej wytwarzania, społeczne role jakiej jej wyznaczamy oraz jej miejsce we współczesnej praktyce artystycznej. Owo „przemieszczenie”, którego świadkami jesteśmy musi nieuchronnie znaleźć odzwierciedlenie w procesie dydaktycznym, a w konsekwencji w pracach studentów. Wystawa Disconnected Images/ Rozłączone obrazy stanowi próbę krytycznej refleksji nad statusem obrazu fotograficznego, skalą przewartościowań jakim podlega on obecnie oraz strategiami jakie obierają młodzi twórcy, których rozwój i kształtowanie się tożsamości artystycznej przypada na czas zmian i przeobrażeń fotografii. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją bez precedensu w dotychczasowej historii medium. Z jednej strony stopień rozwoju technologicznego umożliwia wniknięcie w najbardziej intymne sfery życia, bo tak wolno nam postrzegać aparaty umieszczone w telefonach komórkowych i tym samym spowszednienie aktu fotografowania, z drugiej strony wzrasta prestiż fotografii jako dziedziny sztuki. Nim się jednak tak stało, fotografia musiała przebyć długą drogę od postrzegania jej jako narzędzia wiernie odwzorowującego naturę, wobec którego żywiliśmy szacunek i zaufanie, do środka wyrazu służącego do konstruowania subiektywnych wizji. Nowy sposób wytwarzania obrazu, jaki zaistniał dzięki fotografii cyfrowej wpłynął  znacząco na nasze postrzeganie fotografii i nie mamy tutaj do czynienia z chwilowym zakłóceniem, ale trwałą przemianą doświadczenia odbioru i tym samym koniecznością wypracowania nowych nawyków w obcowaniu z obrazami fotograficznymi. Zyskaliśmy narzędzia o niespotykanej dotąd kontroli nad obrazami, ale paradoksalnie to obrazy zawładnęły nami. Ta próba sił w odzyskaniu władzy nad obrazami jest dostrzegalna w pracach młodego pokolenia fotografów. Wybrani przez nas twórcy są świadomi gry jaką muszą podjąć, co ciekawe rezygnując z dokumentalnej funkcji fotografii, nie rezygnują z opowiadania o świecie. Przyglądają się mu w sposób rzeczowy, pozbawiony sentymentalizmu.

Dostarczanie publiczności pewnej porcji seryjnych, wysokiej jakości, spreparowanych wizerunków, towarów, czy ludzi to niemalże zawodowy obowiązek w komercyjnej pracy fotografa. Precyzja w posługiwaniu się instrumentami do wytwarzania iluzji gwarantuje rozwój i powodzenie kariery. Tą konwencją bawi się Przemysław Dzienis. Odwracając niejako wektor, zamiast kolejnej porcji doskonałości mającej stymulować konsumentów, cyfrowa deformacja w jego rękach staje się narzędziem subtelnej analizy kondycji współczesnego człowieka z niepokojącym w ostatecznej wymowie obrazem apatii i obrzydzenia. Operując oszczędnym, pozbawionym emocji językiem, stanowiącym wizualny ekwiwalent uporządkowanego świata pracownika korporacji Maciej Nowaczyk zwraca naszą uwagę na szereg zestandaryzowanych przedmiotów z jego otoczenia tworzących cykl współczesnych Vanitas, który pozbawiony jest jednak trwogi pierwowzoru. Zupełnie inny wymiar uzyskują prace Rafała Jóźwickiego, które choć podobnie bezosobowo przedstawione, ukazują pozostałości nowoczesnego życia: zużyte telefony, rolki papieru toaletowego, odpady ze świata nieustannych transakcji; bez miejsca na uczucie obecności, melancholii, ból straty, jedynie kolejne porcje śmieci do dalszego recyklingu. Wymownym dopełnieniem przedstawionej wizji niezróżnicowania i standaryzacji są fotografie Bartłomieja Talagi powstałe na międzynarodowych targach „Messe Frankfurt”, a więc w miejscu powołanym do intensyfikacji kontaktów handlowych. Ukazują one sceny przywołujące na myśl obrazy Edwarda Hoppera (zresztą do powinowactwa duchowego z tym malarzem odwołuje się sam autor) i podobnie jak u jego duchowego antenata, otrzymujemy galerię postaci pogrążonych w swoich myślach i pozbawionych kontaktu z widzem; przekazuje nam tym samym subtelny obraz duchowego zagubienia i alienacji. Kiedy mówimy o duchowości, warto przywołać cykl Michała Przeździka zatytułowany „Ostatnia Wieczerza”. W pozbawionych publicystycznego komentarza inscenizowanych fotografiach zdaje się on wydobywać na światło dzienne niejednoznaczność postaw bogacącego się społeczeństwa gremialnie manifestującego przywiązanie do tradycyjnej religijności – o czym mogłyby również świadczyć biorące w wystawie ,,Rytuały Przejścia’’ Przemka Pokryckiego dokumentujące tradycyjne obrzędy takie jak: chrzty, komunie, śluby, pogrzeby – zestawione z postępującą erozją życia duchowego spychanego na marginesy, potrzebą nieposkromionej konsumpcji.
Narastająca standaryzacja oferująca określone wzorce zachowań musi odciskać swoje piętno na społecznych postawach wobec natury. Ten wątek podejmują prace Łukasza Prusa-Niewiadomskiego, Małgorzaty Grygierczyk oraz Łukasza Brześkiewicza kierujące naszą uwagę na skomplikowane relacje wzajemnego oddziaływania natury i kultury. Stawiają pytania o cenę jaką przychodzi nam płacić za utratę jednolitego obrazu wszechświata wobec którego można żywić zaufanie. Natura przestała być miarą obiektywnego porządku, stała się cząstką materii, zasobem surowców do wykorzystania. Czas, w którym otaczaliśmy zwierzęta kultem, zapładniając ludzką wyobraźnię symbolami ukazującymi bliskość człowieka i zwierzęcia, ustąpił pełnej arogancji postawie czyniącej z nich trofea, „ożywiające” wnętrze salonu (Brześkiewicz). Wraz z powiększającą się kontrolą nad światem ożywionym doznajemy utraty równowagi. Poza oczywistym celem terapeutycznym, mającym pełnić rolę kompensacyjną wobec brutalności społeczeństwa, kontakt z naturą wzmaga stan melancholijnej zadumy nad skalą poczynionych zniszczeń. O pełnej ambiwalencji postawie oscylującej między nostalgią a poczuciem winy zdają się mówić zdjęcia zatytułowane „Ożywianie martwej natury”; choć trzeba zaznaczyć, iż jest to tylko jedno z odczytań tych wieloznacznych prac. Z kolei prace Małgorzaty Grygierczyk zwracają nam uwagę na uprzedmiatawiającą władzę wzroku. Już w samym akcie patrzenia, okiem uzbrojonym w aparat, zawarta jest tęsknota do ujarzmiania, czynienia natury sobie poddaną.
Na wystawę Disconnected Images/ Rozłączone obrazy składają się prace dwudziestu jeden autorów i nie sposób oddać tu wszystkim sprawiedliwość. Dotychczasowe uwagi stanowią rekonstrukcji inspiracji, które kierowały naszymi wyborami w trakcie przygotowań do wystawy. Warto jednak podkreślić, iż jest to jeden z możliwych kluczy interpretacyjnych. Radość z odkrycia innych, zawartych na wystawie tropów, pozostawiamy zatem widzom.
Ewa Ciechanowska & Dawid Furkot




2 komentarze:

slavkosnip pisze...

Ciekawa relacja z wystawy. Zachęca do jej obejrzenia chociażby w celu konfrontacji opisu z rzeczywistością wymienionych autorów:)

Dawid Furkot pisze...

Super !! Okazuję się że tekst spełnił pokładane w nim oczekiwania pozdrawiam furkot