Dawid Furkot, Samoopalacz
Substancja do pokrywania ciała, mająca przydać
mu blasku i powabu. Ludzki sposób na oszukanie słońca, kolejny z serii
rozmaitych wybiegów stosowanych przez człowieka, aby tym pełniej skupić się na
sobie. Skąd więc moc tych słów: ,,Cóż uczyniliśmy odpętując ziemię od słońca?
Dokąd teraz zdąża? Dokąd my zdążamy? Precz od wszystkich słońc? Nie spadamyż
ustawicznie? I w tył, i w bok, i w przód. We wszystkich kierunkach?”.[1]
Słoneczny blask na trwale umiejscowiony w ciele, bez
ciepła i mocy pierwowzoru, za to dostępny niezależnie od pory roku.
Utknęliśmy w martwym punkcie – świat i sens podążają
odmiennymi drogami, tyle że myśli już nie prowokują konfliktu; jesteśmy zbyt
słabi i zrezygnowani, aby poszukiwać recepty na inne życie, lepiej koncentrować
się na udoskonalaniu własnego wizerunku. Radośniej. Więc jednak spektakl, u
którego końca sztywnieją nogi i ręce. Brak poczucia harmonii, planu... Czy
starczy nam wytrwałości, by bawić się równie dobrze do końca?
Gloryfikujemy fragment – wtedy widać wyraźniej –
pragnąc na nowo opisać sytuację, w której się znaleźliśmy. Zestaw
fotografii o nieregularnie rosnącej długości, powstały z wszechogarniającej
potrzeby samoodniesienia. Zgodnie ze starą utopią Zachodu – zobaczyć siebie.
Fotografowie potrzebują fleszy – może będzie jaśniej.
[1]
Friedrich Nitzsche, Wiedza radosna,
tłum. Leopold Staff, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków2003, s.110-111
0 komentarze:
Prześlij komentarz