wtorek, 15 listopada 2011


Dawid Furkot, Samoopalacz
Substancja do pokrywania ciała, mająca  przydać mu blasku i powabu. Ludzki sposób na oszukanie słońca, kolejny z serii rozmaitych wybiegów stosowanych przez człowieka, aby tym pełniej skupić się na sobie. Skąd więc moc tych słów: ,,Cóż uczyniliśmy odpętując ziemię od słońca? Dokąd teraz zdąża? Dokąd my zdążamy? Precz od wszystkich słońc? Nie spadamyż ustawicznie? I w tył, i w bok, i w przód. We wszystkich kierunkach?”.[1]
Słoneczny blask na trwale umiejscowiony w ciele, bez ciepła i mocy pierwowzoru, za to dostępny niezależnie od pory roku.
Utknęliśmy w martwym punkcie – świat i sens podążają odmiennymi drogami, tyle że myśli już nie prowokują konfliktu; jesteśmy zbyt słabi i zrezygnowani, aby poszukiwać recepty na inne życie, lepiej koncentrować się na udoskonalaniu własnego wizerunku. Radośniej. Więc jednak spektakl, u którego końca sztywnieją nogi i ręce. Brak poczucia harmonii, planu... Czy starczy nam wytrwałości, by bawić się równie dobrze do końca?
Gloryfikujemy fragment  – wtedy widać wyraźniej – pragnąc na nowo  opisać sytuację, w której się znaleźliśmy. Zestaw fotografii o nieregularnie rosnącej długości, powstały z wszechogarniającej potrzeby samoodniesienia. Zgodnie ze starą utopią Zachodu – zobaczyć siebie.
Fotografowie potrzebują fleszy – może będzie jaśniej.



[1] Friedrich Nitzsche, Wiedza radosna, tłum. Leopold Staff, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków2003, s.110-111

Brak komentarzy: